czwartek, 15 września 2016

Od Cheolsun'a C.D Aarona

Brak komentarzy:
 Dzień zacząłem dość wczesną pobudką, z czego zadowolony wyjątkowo nie byłem. Tym bardziej, gdy udało mi się ogarnąć w szybkim tempie, co liczyło się z dużą ilością wolnego czasu przed pierwszą lekcją. Usłyszałem jednak krótki dźwięk z telefonu, świadczący o wysłanej wiadomości, który zmusił mnie do wyciągnięcia urządzenia z kieszeni od spodni, aby ją odczytać treść sms'a. Czy pamiętałem gdzie jest pokój Arka? Tak. Po krótkiej chwili myślenia przypomniałem sobie, więc wziąłem to, co było mi na dzisiaj potrzebne i skierowałem się w stronę pokoju bruneta.
___

 Po ostatniej lekcji, razem z Aaronem ruszyłem na miejsce, gdzie miało odbyć się kółko teatralne, w które zostałem przez chłopaka wciągnięty.
 Przestąpiłem nerwowo z nogi na nogę, rozglądając się dookoła i widząc w ten sposób sporo osób nieznanych mi, co szokiem nie jest. Nie znam tutaj nikogo oprócz Aarona na ten moment. Westchnąłem cicho pod nosem, bawiąc się własnymi kciukami
 - Stresujesz się? - wybudził mnie głos bruneta, na co podniosłem wzrok z ziemi i uśmiechnąłem się jedynie lekko.
 - Nie, nie - pokręciłem lekko głową, co prawdopodobnie widać było, że jest kłamstwem.
 Nie jestem złym aktorem, ale w tym samym momencie nie przepadam za publicznym występowaniem, gdzie umiejętności swoich pewien nie jestem. Już wolałbym śpiewać publicznie.
 Przyszedł w pewnym momencie opiekun kółka, wpuszczając nas do środka, gdzie uderzył mnie momentalnie dość charakterystyczny zapach dla takich miejsc. Choć jak na nie sprzątaną i tak wyglądało to wszystko nie najgorzej. Rozejrzałem się dookoła, prawie wchodząc w osobę przede mną, przez co przeprosiłem cicho pod nosem i wyrównałem krok z Aaronem, który wyszedł trochę do przodu
 - Nie zamyślaj się tak, bo jeszcze kiedyś coś ci się przez to stanie - stwierdził.
 - Jestem ostrożny... - mruknąłem pod nosem, aby po chwili prawie wywrócić się o wystający kawałek podłogi, na co brunet zaśmiał się krótko.
 - Bardzo - dodał.
 Przez jakiś okres czasu, nauczyciel wypowiedział się na temat kółka i jak doszło co do czego, każdy miał pokazać swoje umiejętności, tak po prostu, przez co przygryzłem nerwowo swoją wargę, krążąc wzrokiem dookoła. Osoby ogólnie zostały podzielone z lekka, choć trzy czwarte osób chciało móc występować
 - Wiesz, ja chyba jednak pójdę do pomocy - wskazałem lekko ręką na drugą stronę pomieszczenia, powoli wycofując się z linii i nim chłopak zdążył cokolwiek więcej powiedzieć, sam rozmawiałem z nauczycielem kółka na ten temat, gdzie na początku był do tego sceptycznie nastawiony, ale udało mi się w końcu go przekonać paroma argumentami.
 Usiadłem na wolnym miejscu, nie chcąc przy okazji być za blisko innych uczestników i uśmiechnąłem się lekko, jak Aaron wszedł na scenę, aby pokazać swoje umiejętności reszcie, gdzie nie wątpiłem w ich obecność. Z jakiegoś powodu mnie tutaj zaprowadził
 - Masz talent muzyczny i aktorski. Może jeszcze rysować umiesz? - zażartowałem cicho, po raz kolejny miętoląc swój rękaw między palcami.
 - Nie przesadzaj, wybrałem do kółko, bo może być ciekawie. Nie mam jakiś wielkich umiejętności aktorskich, mam takie jak każda, przeciętna osoba - powiedział.
 - I tak większe od moich - podniosłem wzrok, wciąż z cieniem uśmiechu na twarzy.
 - Tego się nie dowiem, bo uciekłeś.
 Mruknąłem coś niewyraźnie pod nosem i wróciłem do zabawy własnym rękawem. Po krótkiej chwili jednak podniosłem się i wziąłem swoje rzeczy
 - Jesteś głodny? - spytałem, poprawiając torbę na swoim ramieniu.
 - Trochę, a co? - odpowiedział mi pytaniem, również podnosząc swoje rzeczy.
 - Można gdzieś iść i wiesz, zjeść coś - uśmiechnąłem się, ukazując swoje królicze zęby - Oczywiście jak chcesz - kiwnąłem lekko głową.
 - Możemy - uśmiechnął się lekko, na co odpowiedziałem tym samym, tylko szerzej niż poprzednio i skierowałem się w stronę wyjścia razem z Aaronem - Tylko gdzie? - zadał w pewnym momencie pytanie, na co wzruszyłem ramionami.
 - Jak się przejdziemy, to zadecydujemy - stwierdziłem.
 Przeszliśmy się trochę po mieście, decydując się na końcu na naleśnikarnię.

[ Aaron? No ten, no... ._. ]

Od Sophii C.D Anthony

Brak komentarzy:
- wow... - szepnęłam, wytrzeszczając oczy. - tu jest pięknie. - dodałam tylko, bo nic więcej nie byłam w stanie powiedzieć. Anthony posłał mi ciepły uśmiech.
Usiadłam na skraju stromego zbocza, wzdychając delikatnie.
- sześć godzin i znowu zaczną się jego zaloty... wiesz, jakie to irytujące? - zaśmiałam się, spoglądając na chłopaka.
- nie, jakoś nigdy żadna dziewczyna się tak za mną nie uganiała... - uśmiechnął się szeroko.
- szczęściarz. - zaśmiałam się. - ile bym dała, żeby ci wszyscy zboczeńcy choć na chwilę odlepili ode mnie wzrok. Wtedy nie czuję się za przyjemnie... - skrzywiłam się na samą myśl o tym, co mogłoby się stać, gdyby naokoło nie było tłumów ludzi. Po plecach przeszedł mi zimny dreszcz.

Anthony? Moja wena powraca! xd

niedziela, 11 września 2016

Od Oscar'a cd Logan'a

Brak komentarzy:
- Nie idziesz na stołówkę? - zapytałem, widząc, że chłopak zmierza w stronę pokoi.
- Nie jestem głodny - odparł. 
Nie było to przekonujące ale dałem mu spokój, udałem się więc na stołówkę. 
Nic w szczególności mnie nie zainteresowało, więc najprościej zgarnąłem jabłko z blatu i poprosiłem o kawę. Szybko wyszedłem ze stołówki, udałem się do swojego pokoju. Postawiłem kubek na stoliku i usiadłem na fotelu, w taki sposób, że byłem bokiem do oparcia. Przez pewien czas, nie jestem w stanie określić jak długi, siedziałem tak patrząc się w sufit. Usłyszałem jednak pukanie do drzwi, ciche ale do usłyszenia. Podniosłem się szybko, prawie wylewając kawę, podszedłem do drzwi. Gdy je ukazałem ujrzałem Logana.
-Nie wiesz może gdzie moje klucze? - zapytał wyraźnie zakłopotany.
-Chodź. - zaśmiałem się, wracając jeszcze do pokoju po klucze. Wyszedłem z pokoju i zamknąłem go na klucz. Ruszyliśmy w stronę parkingu, szedłem zdecydowanym krokiem, wręcz przeciwnie chłopak mi towarzyszący. Do auta doszliśmy w ciszy, otworzyłem je i zaczęliśmy szukać. 
-I jak? - zapytałem po kilkunastu minutach przeszukiwań. 
-Znalazłem wszystko, ale kluczy nie ma.
Usiadłem w bagażniku i zacząłem się zastanawiać gdzie mogą być te je*ane klucze. 
-A może w szpitalu? - zapytałem - W końcu tam cię badali, mogłeś je gdzieś tam odłożyć. - dodałem.
Wsiedliśmy szybko do auta i ruszyliśmy do szpitala. Dotarliśmy tam w niecałe pięć minut, nie zamykając auta udaliśmy się do białego budynku. Jak zwykle wszędzie unosił się zapach leków, lekarze w białych kitlach, pielęgniarki, chorzy. Przeszliśmy w milczeniu przez korytarz i weszliśmy na salę gdzie badali chłopaka. Widząc, że Logan nie jeste przekonany do lekarzy podszedłem do jednej z pielęgniarek i zapytałem:
-Nie walały się tutaj gdzieś klucze? Mój kolega zgubił, dziś go tu badaliście. Może je gdzieś zostawił czy coś? 
-Zaczekaj, zaraz sprawdzę. - uśmiechnęła się i udała do pokoju pielęgniarek. Szybko wróciła i oznajmiła:
-Przykro mi ale nie ma, nikt kluczy nie zgubił tutaj. 
-Nie ma. - powiedziałem do chłopaka wychodząc z sali.
-To gdzie mogą być? - zapytał.
-Gdzieś na pewno... - powiedziałem cicho. 
Wróciliśmy do Akademii, przeszukaliśmy jeszcze parking i korytarze, w końcu usiedliśmy pod ścianą budynku. Było już dość późno, a kluczy nie było.
-Która godzina? - zapytał Logan.
-Dziewiętnasta. - odparłem zerkając na zegarek. 
-To co teraz? - zapytał - Muszę się jakoś dostać do pokoju. 
-A nauczyciele nie mają kluczy zapasowych? 
-To był mój klucz zapasowy. - odparł zrezygnowany. 
Nastała dość długa chwila ciszy, którą przerwałem po krótkim namyśle:
-Chodź. - powiedziałem, wstając.
-Gdzie? - zapytał, również podnosząc się z ziemi. 
Nie uzyskał odpowiedzi na pytanie, szedł po prostu za mną do budynku. Przed drzwiami do swojego pokoju wyjąłem pęk kluczy i zacząłem szukać tych do drzwi. 
-Kur...wa. - mruknąłem cicho do siebie, w końcu znalazłem ten klucz i otworzyłem drzwi. Wszedłem do środka, chłopak nie wiedząc co zrobić stał przed progiem, westchnąłem, podszedłem do niego i wciągnąłem do środka za rękaw. Ogarnąłem szybko burdel, który panował w mieszkaniu, Logan stał jak sparaliżowany lub osłupiały. Znów westchnąłem. 
-Jutro kluczy poszukamy, dziś nic już nie zdziałamy. - powiedziałem, siadając na fotelu. 
Chłopak nadal stał przy drzwiach, jakby bał się, czego? Mnie? Normalne w sumie. 
-Chyba nie masz zamiaru stać tak? Siadaj. - powiedziałem dość przyjaźnie, bardzo jak na mnie. - Przecież nie znajdziesz tych kluczy w nocy.
W końcu przełamał się i usiadł na kanapie, widać było w nim wielkie zakłopotanie i zdenerwowanie. 
-Chcesz coś do picia? 
Pokiwał przecząco głową, wiedziałem, że na wszystko odpowie "nie" ale i tak pytałem. 
-Chyba się nie boisz tu zostać? - zaśmiałem się.

Logan? Sorry, że tak późno. Małe problemy, krótka nieobecność.

poniedziałek, 5 września 2016

Od Anthony'ego cd Sophii

Brak komentarzy:
- Ok, gdzie idziemy? - zapytała, spoglądając raz jeszcze na profesorka.
- Do lasu. - mruknąłem.
- Po co?
- A, tak sobie. - odparłem.
Przez pewien czas szliśmy w kompletnej ciszy, jednak dziewczyna przerwała ją, pytając ironicznie:
-Nie natkniemy się przypadkiem na twojego znajomego?
-Nie, o tej godzinie pewnie dopiero budzi się po imprezie, za jakieś półtora godziny zacznie dopiero kontaktować. A o wszystkim innym, czyli między innymi o nas, przypomni sobie dopiero za dwie godziny. A zanim zacznie nas szukać minie kolejna godzina. A znajdzie nas za kolejne półtora. Czyli mamy jakieś sześć godzin. - uśmiechnąłem się.
-Serio? - zapytała jednocześnie zdziwiona i rozbawiona.
-No a jak inaczej.
Po kilkunastu minutach dotarliśmy do lasu, nie jestem pewien dlaczego wybrałem okrężną drogę, trwała dłużej.
Zaczęliśmy iść pośród wysokich drzew, mijaliśmy wiele zwierząt.
-Gdzie jeszcze idziemy? - zapytała.
-Zobaczysz. - powiedziałem z zadowoleniem.
Las z każdą chwilą stawał się co raz gęstszy, w końcu usłyszałem szum wody. Dotarliśmy do mojego celu.
Po chwili ukazała nam się rzeka, z silnym nurtem. A na drugiej stronie widać było wielkie drzewo, z korzeniami posplatanymi nad ziemią, pień miał gruby i szeroki. A samo drzewo miało jakieś dziesięć metrów. Przeprowadziłem dziewczynę bez słowa przez wodę i zaprowadziłem do drzewa. Po obejściu go ukazywał się krajobraz dużej doliny, lasów i poniekąd gór. Znajdywaliśmy się na najwyższym aktualnym punkcie w okolicy.


Sophia? Też słaba wena xI

czwartek, 1 września 2016

Od Sophii C.D Anthony

Brak komentarzy:
Uśmiechnęłam się szeroko.
- Ok, gdzie idziemy? - zapytałam, ukradkiem spoglądając za siebie, obserwując, jak profesor opłakuje swój samochód.
- Do lasu. - odparł chłopak.
- Po co? - uniosłam brew.
- A, tak sobie. - uśmiechnął się lekko, prawie niewidocznie.

Anthony? Wybacz, że tak długo. Mam ostatnio mało czasu.

niedziela, 28 sierpnia 2016

Od Aaron'a C.D Ashton'a

Brak komentarzy:
Spędzenie w hotelowym pokoju samemu długich godzin było gorsze niże się spodziewałem. Długie godziny pozwoliły mi myśleć, myślenie doprowadziło mnie do ataku depresji albo czegoś takiego co jedynie spowodowało mój płacz i silny ból.
Nadal przeżywałem to co zrobiłem, że dopuściłem się czegoś takiego jak zabicie człowieka...
Zamordowałem kogoś kto na to nie zasłużył.
Bo prawda jest taka, że nikt na to nie zasługiwał na śmierć, nie z rąk innego człowieka.
A ja to zrobiłem... Czułem się jak potwór, w końcu nie wiedziałem co stałoby się gdybym jej nie postrzelił, może Ashton sam by sobie poradził.
Był silniejszy od niej więc na pewno by sobie poradził. Ja jednak miałem dość, nie chciałem by dłużej wszystko co złe spadało na nas.
Rozmyślanie na ten temat zajęło mi cały dzień, dopóki nie usłyszałem jak ktoś wsuwa do drzwi klucz bym następnie usłyszał szczęk zamka podczas przekręcania przedmiotu. Podniosłem się do pozycji siedzącej, tak by chociaż sprawiać wrażenie dobrego samopoczucia. W pokoju najpierw znalazł się Toto wpadając mi w ramiona i pokazując dużego pluszowego psa. Zaśmiałem się cicho patrząc na radość wypisaną na jego twarzy, dopiero po chwili kierując wzrok na swojego partnera.
Jak mógł mi nie wziąć żelek?!
Piorunowałem go wzrokiem nasyłając na niego swojego brata, który zaatakował chłopaka swoim chudym ciałem. Gnietli się na łóżku parę długich minut dopóki Ash nie uniósł w obronnym geście, krzycząc, że się poddaje.
- Dobrze zrobiłem? - Toto uniósł podbródek do góry przy czym ja od kilku minut pękałem ze śmiechu.
- Bardzo dobrze, jestem dumny - zaśmiałem się cicho przyciągając go do siebie z czułością. - Jak było? - spytałem rozpoczynając tym lawinę szalonych i radosnych opowieści o tym jak fajny był film i o tym jak super było na festynie. Cieszyłem się, że chociaż ich dwójka tak dobrze się w tym czasie bawiła. Mimo wszystko byłem zazdrosny, tak dobrze się bawili, może to było dziecinne ale też chciałem wyjść z domu i spędzić z nimi czas.
Albo chociaż z samym Ashton'em...
- A jak Ty się czujesz? - spojrzałem na blondyna odkładając jedzenie na półkę obok łóżka chłopak wlepił we mnie głębokie spojrzenie, przez co powstrzymywałem silną chęć rzucenia się na niego z pocałunkami. Chciałem teraz spędzić czas w jego ramionach... Nastolatek jakby domyślając się o co mi chodzi wygonił siedmiolatka do łazienki, tłumacząc, że jest cały brudny. Żałowałem, że przed własnym bratem musiałem ukrywać swoje uczucia do Ashton'a. Pocieszał mnie mimo wszystko fakt, że już niedługo wracamy i chłopak będzie tylko dla mnie.
- To nasze ostatnie dni tutaj... Kiedy to zleciało - zaśmiałem się chowając w ramionach ukochanego. Chłopak zaczął gładzić mnie po plecach chłodnymi dłońmi, które sprawiały, że moje łopatki nie bolały aż tak. - Mimo wszystko to był najlepszy wyjazd w moim życiu. - urwałem zostawiając sobie chwilę na zastanowienie - No dobra. Jedyny ale było świetnie. - wyciągnąłem się lekko i pocałowałem chłopaka w szyję.
- Tak. Jego większość spędziłeś walcząc o życie - skwitował mnie a ja wzruszyłem ramionami.
- Pierwszy raz gdzieś wyjechałem, co więcej ze swoim ukochanym. Zwiedziłem piękne miasto i poznałem wspaniałych ludzi, spędziłem czas z najwspanialszą osobą na świecie, znalazłem ojca, a przez niego odzyskałem brata. - ominąłem fakt, że zabiłem człowieka.
To wspomnienie nadal buzowały w mojej głowie wystawiając psychikę na ciężką próbę.
W uszach wciąż dudnił mi dźwięk od strzału, nadal czułem ten ciężar na dłoniach gdy pistolet wystrzelił. Nadal czułem zapach krwi i widziałem to martwe, leżące przede mną ciało.
Przełknąłem ślinę daremnie próbując odrzucić od siebie przykre wspomnienia. Jednak widok pięknej, martwej blondynki wciąż siedział mi w głowie.
- Aaron - jęknął zrezygnowany blondyn, przez co dopiero teraz zorientowałem się, że chłopak obejmuje mnie w karku napierając swoim ciałem, przez co przygniata mnie do ściany.
- Zamyśliłem się - mruknąłem wymijająco i zaatakowałem jego wargi, które były zbyt blisko moich bym tego nie wykorzystał. Muskałem jego wargi delikatnie, nieśpiesznie.
Nie pozwoliłem mu się oderwać dopóki Salvatore nie wyszedł z łazienki. Uśmiechnąłem się do chłopca próbując ukryć rumieńce na swoich policzkach. Wziąłem chłopca na ręce i posadziłem sobie na kolanach obejmując go mocno.
- Nie jesteś głodny? - zerknąłem na niego z troską na co pokręcił głową.
- Ale zmęczony - odparł. Pogładziłem go po włosach jeszcze raz mocno przytulając i pozwoliłem chłopakowi wpełznąć na łóżko obok, na którym do tej pory spałem ja sam. Teraz nie miałem zamiaru spędzać nawet jednej nocy bez niebieskookiego blondyna obok mnie. Chłopiec wziął w ramiona pluszaka i odwrócił się do ściany szepcząc ciche dobranoc.
- Naprawdę było fajnie? - spojrzałem na Ashton'a, potem na górę jedzenia leżącą obok mnie czując jakby głód pożerał mnie od środka. Kompletnie nic nie jadłem od tylu dni, musiałem wziąć też długą kąpiel... Ale najpierw jedzenie.
Złapałem na początek watę cukrową, która mimo tego, że leżała tu z dwadzieścia minut, nie opadła i nadal smakowała jak należy.
Chłopak śmiał się ze mnie za każdym razem gdy różowa substancja dotykała moich ust.
- No z czego się śmiejesz?  - wybuchnąłem w końcu mierząc w niego oskarżycielsko palcem.
- Jesteś bardzo, ale to bardzo słodki - zaśmiał się chłopak raz jeszcze na co uniosłem się dumą.
- I bardzo dobrze - zamruczałem czując jak chłopak porusza się na łóżku by po chwili jego usta znalazły się tuż na moim karku. Wraz z pierwszym ich dotykiem przez moje ciało przeszły dreszcze, właśnie kark był u mnie wyjątkowo wrażliwym miejscem na moim ciele. Mruknąłem cicho oddając się chwili, która minęła zbyt szybko.
- Aaron - głos Ashton'a rozbrzmiał surowym tonem rodzica - Jedz - chłopak podniósł pudełko z pizzą w środku, szczerze mówiąc nie miałem apetytu ale nie miałem też ochoty się z nim spierać. Otworzyłem opakowanie by do moich nozdrzy wdarł się zapach sera, pepperoni i sosu pomidorowego, a wraz z tym wrócił mój apetyt. Oderwałem jeden kawałek z uśmiechem stwierdzając, że tego było mi trzeba. Starałem się jeść go wolno, ciesząc się smakiem czegoś czego tak dawno nie miałem w ustach.
- Dziękuję - szepnąłem gdy zjadłem jeszcze trzy kawałki, a mój brzuch dosłownie pękał. Ostatnio mocno straciłem na wadzę więc taka ilość pokarmu była niemal przytłaczająca dla mojego organizmu. Wypijając przy tym puszkę coli byłem przejedzony. Leżałem oparty o klatkę piersiową Ash'a, który z zainteresowaniem oglądał jakiś program w telewizji rozmyślając o całej naszej aktualnej sytuacji. Właściwie to było dobrze, nawet jeśli już nie miałem skrzydeł było naprawdę dobrze, chociaż jak cholernie mocno bym tego nie żałował wiedziałem, że mogło się to skończyć dużo gorzej.
Mogłem stracić nie skrzydła a swojego ukochanego.
Jakkolwiek bym na to nie patrzył uważałem, że dobrze postąpiłem.
No, na pewno wszystko dobrze się skończyło bo mojego uczynku nie usprawiedliwia nic. Odetchnąłem cicho po raz kolejny odpędzając od siebie przykre myśli i podążyłem za wzrokiem chłopaka skierowany na ekran, na którym aktualnie widniała reklama jakiegoś proszku do prania, albo coś w tym stylu. Westchnąłem cicho rzucając jeszcze spojrzenie zegarkowi, który wskazywał godzinę dwudziestą trzecią i westchnąłem raz jeszcze nieco głośniej chcąc przyciągnąć tym uwagę Ashton'a. Chłopak spojrzał na mnie z góry i pogładził po głowie w czułym geście.
- Nie chcę Ci się spać? - spytaliśmy dokładnie w tym samym momencie by następnie powstrzymywać głośny chichot.
- Nie, dzięki - uśmiechnąłem się do niego szeroko kręcąc przecząco głową. Wyciągnąłem ramiona podnosząc do góry i usiadłem chłopakowi na kolana wpijając się raz jeszcze w jego usta. Oderwałem się od chłopaka i złapałem swoje rzeczy by udać się do łazienki , w której zamknąłem się tym razem wybierając wannę.
Rozebrałem się i wskoczyłem do gorącej wody, która otuliła moje ciało w przyjemny sposób, nie miałem ochoty wychodzić już w ogóle, było mi dosłownie zbyt przyjemnie. Oparłem się o wciąż chłodny brzeg wanny i odetchnąłem. Zamknąłem oczy pozwalając oddać się nękającym mnie myślom. Nie pozwoliłem sobie jednak na długą kąpiel wychodząc z wanny po piętnastu minutach wychodząc z przyjemnego źródła ciepła.
Przebrałem się w piżamę spojrzałem w lustro by za chwilę zamknąć oczy chcąc oczyścić ją z całego dzisiejszego dnia.
Dziwny dźwięk wytrącił mnie z przyjemnego stanu wprowadzając mnie w zawał gdy tylko otworzyłem oczy.
Przede mną bowiem stała zamordowana dziewczyna, siostra Ashton'a. Jej uśmiech przeszył moje ciało uderzając w każdą jego komórkę mojego ciała.
- Nie myśl sobie, że tak łatwo się mnie pozbędziesz - jej głos zabrzmiał nieludzko, powodując ból w mojej czaszce. Dziewczyna chwyciła mnie za szyję, a jej oczy zapłonęły szaleńczą czerwienią. Próbowałem się wyrwać, wrzeszcząc wściekle chyba na cały hotel, z moich oczu płynęły łzy bólu, winy i przerażenia. Wszystko to trwało bardzo długo, lub kilka sekund, na pewno do momentu gdy do pokoju wpadł Ash, podbiegając do mnie.
- To nie koniec - szepnęła zjawa z okropnym uśmiechem nim się rozpłynęła. Chwyciłem się za szyję pozwalając Ashton'owi mnie objąć. Łapałem hausty powietrze byleby pohamować płacz i nie obudzić śpiącego w pokoju Toto.
- Co się stało? - dobiegł mnie głos Ashton'a. Oderwałem się od chłopaka pokazując mu czerwone ślady na mojej szyi.
- Ona tu była - łkałem łykając łzy - Twoja siostra, przysięgam, naprawdę tu była - czułem się jak kompletny wariat. Choć spokojnie mogła stać się duchem i dokonywać zemsty i tak Ash, mógł mi nie uwierzyć.Spanikowany i całkowicie roztrzęsiony szeptałem tylko, że mówię prawdę, że to była ona i jak bardzo teraz się boję.
Wiedziałem, że nasze szczęście nie mogło trwać długo.

Ashton?

sobota, 27 sierpnia 2016

Od Ashton'a C.D Aaron'a

Brak komentarzy:
Zamyślony powoli przesuwałem palcami po ramieniu bruneta. Nie miałem ochoty nigdzie wychodzić wiedząc, że on leży tutaj sam skręcając się z bólu. Chciałem by poszedł z nami, żebyśmy mogli we trójkę się świetnie bawić. Ale cóż....Chciałem też by Aaron był szczęśliwy, a jeśli prosił mnie bym wyszedł z jego bratem to czułem, że muszę to zrobić.
Widząc jak ciemne oczy chłopaka wpatrują się we mnie z wyczekiwaniem pokiwałem głową i nie chętnie wstałem z łóżka.
- Toto, idź się ubrać -zwróciłem się do siedmiolatka, którego koszulka zrobiła się mokra od łez.
Pozostało na niej też parę plam krwi, które powstały gdy obejmował starszego brata. Chłopak zsunął się z materaca i po chwili zniknął w łazience. Gdy upewniłem się, że nie ma go z nami w pokoju zerknąłem na Aaron'a.
- Dni spędzone z Tobą nigdy nie są zmarnowane -mruknąłem marszcząc przy tym brwi- Zrozum to. Nie ważne co robimy, mnie to odpowiada, nawet jeśli miałbym tu tylko leżeć obok Ciebie i patrzeć jak śpisz.
Wpatrując się w jego ciemne tęczówki zorientowałem się, że nie bardzo w to wierzy. Westchnąłem i przysiadłem obok niego obejmując ramieniem.
- Kocham Cię -szepnąłem przybliżając wargi do jego karku- I przyniosę Ci tę pizze, watę i co tam jeszcze chcesz.
Zaśmiałem się cicho po czym odsunąłem od niego by się ubrać. Gdy już byłem gotowy do wyjścia z łazienki wynurzył się Toto. Posłał mi szeroki uśmiech a potem w ten sam sposób pożegnał się z Aaronem.
Gdy drzwi od pokoju zamknęły się za nami dopadło mnie poczucie winy. Z jednej strony chciałem spełnić prośbę nastolatka i pobawić się z jego bratem, z drugiej natomiast obawiałem się, że coś może mu się stać. Wprawdzie nie wyglądał już aż tak źle, ale nadal miał gorączkę i było widać, że nie czuje się najlepiej nawet jeśli próbował to ukryć.
Bolało mnie to, że musiałem widzieć go w takim stanie. To było cholernie niesprawiedliwe. W dodatku dręczyła mnie świadomość tego, że on ratując moje życie stracił skrzydła, a ja mordując własnych rodziców, ot tak, bez żadnego dobrego wytłumaczenia zachowałem je. Być może była to zasługa tego, że byłem wtedy jeszcze dzieciakiem.... Gdy dotarliśmy do kina razem z Toto spojrzeliśmy na listę wyświetlanych dziś filmów.
- To co byś chciał obejrzeć? -spytałem
Chłopiec podskoczył wesoło wskazując palcem na jakiś plakat reklamujący film animowany. Uśmiechnąłem się. Przynajmniej wybrał coś przy czym może się nieco rozweselę i choć na chwilę zapomnę o Aaronie. Płacąc za bilety, popcorn i colę wszedłem z brunetem do sali.

***
Po około dwóch godzinach film się skończył. Zauważyłem, że Toto bardzo dobrze się bawił. Nie mogłem powiedzieć niestety tego samego o sobie. To znaczy oczywiście czas spędzony z chłopcem poprawił mi humor ale po filmie czułem się bardziej zmęczony. Siedmiolatek zaczął mi nawet wyrzucać, że omal nie przespałem najlepszych momentów, za co kilkakrotnie go przepraszałem.
- Gdzie teraz pójdziemy? -spytał łapiąc mnie za rękę.
Wymijając natłok ludzi w holu dostaliśmy się do drzwi i wyszliśmy na zewnątrz. Chłodny podmuch wiatru od razu wyzbył się mojej senności i przywrócił siły utracone podczas dwugodzinnego siedzenia w kinowym fotelu. Poczułem ulgę, bo nogi powoli zaczynały mi już drętwieć.
- Może skoczymy na festyn? -spytałem
Jeszcze za czasów gdy mieszkałem w Sydney pamiętałem odbywające się co tydzień imprezy. Było tam naprawdę dużo zabawy, ludzi oraz pysznego jedzenia. Choć w tym momencie jakoś nie czułem się głodny.
Przedostaliśmy się na drugą stronę ulicy skąd słychać już było głośną muzykę. Nim znaleźliśmy się na placu Toto już podrygiwał machając przy tym głową w taki sposób, że jego włosy potargały się na wszystkie strony. Zaśmiałem się widząc jak omal nie wychodzi z siebie niecierpliwiąc się strasznie.

***

Po południu, a właściwie to gdy nadchodził już wieczór wracaliśmy z festynu obładowani całą masą rzeczy. Toto ściskał w jednej dłoni pluszowego psa, którego wygrał na strzelnicy, w drugiej za to trzymał parę balonów. Ja niosłem głównie jedzenie. Było tego naprawdę sporo. Pizza, lody, wata cukrowa, lizaki, popcorn, cukierki, napoje....wszystko co tylko udało nam się zabrać. Wspólnie spędzony dzień naprawdę poprawił nam humor.
Do hotelu doszliśmy w niecały kwadrans. Widząc znajome czerwone ściany budynku od razu pomyślałem o Aaronie. Cały dzień musiał spędzić sam. Zastanawiałem się czy nie zanudził się na śmierć. W końcu leżenie kilka godzin w łóżku potrafiło być naprawdę nużące.
- Aaron! Patrz co wygrałem! -gdy drzwi do pokoju się otworzyły Toto natychmiast podbiegł do siedzącego na łóżku brata.
Uśmiechnąłem się widząc jak wpadając sobie w ramiona. Z ust ciemnookiego wydobył się cichy śmiech. Ulżyło mi gdy go usłyszałem. To znaczyło, że miał się już lepiej. A mimo to wolałem go jeszcze oto spytać.
- Jak się czujesz? -odłożyłem pełne po brzegi torby na drugie łóżko.
Brunet wydobył się z uścisku młodszego brata i spojrzał na mnie.
- Dobrze. -Nie byłem w stu procentach pewien czy nie kłamie bym się nie martwił ale wolałem mu po prostu uznać, że mówił prawdę- Przyniosłeś moje zamówienie?
Usiadłem obok niego na łóżku tak, że nasze ramiona stykały się ze sobą. Sięgnąłem po jedną z toreb i wysypałem jej zawartość na nogi Aaron'a. Chłopak drgnął lekko gdy zimne opakowania cukierków zetknęły się z jego skórą.
- Ashton....-usłyszałem jego cichy głos.
Spojrzałem na niego zaniepokojony bojąc się, że coś jest nie tak.
- Zapomniałeś o żelkach -szepnął po czym posłał mi szeroki uśmiech.
Przewróciłem oczami i rzuciłem w niego jednym z cukierków.
- Nie strasz mnie tak. Myślałem, że serio coś jest nie tak -jęknąłem.
Brunet złapał słodycz nim zetknęła się z jego twarzą. Zauważyłem, że ten szybki ruch nieco go zabolał, bo przez jego twarz przemknął grymas. Po chwili jednak zamaskował go uśmiechem.
- Ale to jest straszne -ciągnął dalej udając panikę- Jak my wytrzymamy bez żelków?
- My? -powtórzyłem rozbawiony- Ja tam zjadłem kilka po drodze...
- Kilka? -spytał a w jego głosie słychać było sugestię, ze zjadłem nie kilka a wszystkie.
Wzruszyłem ramionami robiąc przy tym niewinną minę. Aaron zerknął na brata, który bawił się pluszakiem opierając plecami o łóżko.
- Toto? -chłopak poderwał się na dźwięk swojego imienia i spojrzał na ciemnookiego.
Bracia wymienili porozumiewawcze spojrzenia, a ja zdezorientowany przenosiłem wzrok z jednego na drugiego.
- Co wy kombinujecie? -spytałem
Aaron uśmiechnął się lekko, a po chwili jego młodsza wersja wskoczyła na łóżko obrzucając mnie balonami. Siedmiolatek zaczął skakać po materacu po czym przygniótł mnie do niego.
- Aaron! Zrób z nim coś! -krzyknąłem próbując opanować śmiech i zrzucić z siebie chłopca.

Aaron?